dupa
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pokój nr 1 - Arthur Kirkland & ...

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Prusy
Admin
Uczeń
avatar

Liczba postów : 152
Dołączył : 07/05/2012

PisanieTemat: Pokój nr 1 - Arthur Kirkland & ...   Pią Wrz 14, 2012 4:39 pm


    ...A założę Ci norę za Ciebie. <3


…Piąteczek, środek nocy, idealna pora, by na palcach przemykać po korytarzu, zazdrośnie przyciskając do piersi w plecak z dość podejrzaną zawartością pochodzącą z pobliskiego monopolowego, tak subtelnie przemyconą na teren licealnego akademika. Gilbert niczym tajny agent jej królewskiej mości przylgnął plecami do ściany, mocno dusząc swój balast w uścisku ramion. Dałby głowę, że widział przed chwilą tego upierdliwego gnojka z futrem na czole, Kirklanda – ten cholerny piesek dyrektora często o tej godzinie uskuteczniał nocną wartę na korytarzu, czając się na tych kretynów, którzy są na tyle durni, by dać mu się złapać i zaciągnąć na dywanik, by następne parę popołudni spędzać w kozie. Niezbyt atrakcyjna wizja. Prusak przez dwa lata edukacji zdążył już mniej więcej poznać prawa dżungli, które tu panowały. Zdążył również dowiedzieć się, jak można też je sprytnie ominąć.
Zerknął przez ramię na swoich kumpli – oni również kampili się w mroku korytarza, niosąc przy sobie sprzęt, za który mogli właściwie zostać wyrzuceni z tego cholernego ogólniaka na zbity pysk. Albo wylądowaliby w tym legendarnym gabinecie tortur szanownego Dyrcia, w który Gilbert już był właściwie skłonny uwierzyć. Pogłoska o jego sadystycznych skłonnościach krążyła wśród uczniów już od kilku lat wstecz - ten facet po prostu wyglądał na takiego, który hobbystycznie kolekcjonuje żelazne dziewice w domowym zaciszu. Ugh.
- ...Czysto. - wysyczał przez zęby, wykonując gest kapitana oddziału, który zobaczył kiedyś w jakimś filmie wojennym. Nawet przemycając flaszki w pełnej konspirze można przecież wyglądać cholernie efektownie, prawda? Prawda. Nie to, by musiał się jakoś szczególnie starać, by to osiągnąć.
Energicznie poderwał się do truchtu w stronę jednego z pokojów, pod nosem przeklinając towarzyszący temu pisk, którego źródłem były ślizgające się na aluminium tanie tenisówki. Szlag, bazarówki to jednak słaby pomysł w momencie, gdy chce się zrobić jak najmniej hałasu. Zatrzymał się na środku pomieszczenia, dość histerycznie lustrując spojrzeniem najbliższą okolicę, gotów spieprzyć w momencie, gdy zauważy jakikolwiek ruch. Jak na razie spokojnie. Cisza. Pogaszone światła. Zagryzł nieznacznie wargę, nasłuchując szurających kapci Anglika, bo w tym najprawdopodobniej wytoczyłby się o tej porze na łowy, sięgając za siebie i po omacku odszukując klamkę od jednego z pokojów, by natychmiast otworzyć je na oścież i energicznie wpakować się do środka, przy zgaszonym świetle oczekując Francisa i Antonia, którzy za moment powinni do niego dołączyć.

...On jeszcze nie wiedział, że zamiast wejść do dwójki, zajmowanej przez żabojada i tego dziwnego Duńczyka, wpakowali się właśnie do nory szanownego przewodniczącego rady uczniowskiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Pokój nr 1 - Arthur Kirkland & ...   Pią Wrz 14, 2012 5:52 pm

Francis, wraz z trzecim członkiem ich wspaniałego trio człapał się za Gilbertem, który swoją drogą, był uroczy, kiedy tak się starał był niezauważonym. Blondyn osobiście przecież nie musiał się skradać, bo przecież był zastępcą szanownego przewodniczącego, więc zrobienie maślanych oczek będąc na dywaniku u dyrektora nie było czymś diabelsko trudnym. No ale przecież musi być zabawa! A przy okazji mógł sobie popodziwiać przed sobą. Taaa.. bardzo dużo widział przez te ciemności.. ale cicho... jego oczy wypatrzą wszystko! Przyciskał do klatki to co między innymi miało im się przydać na tę nocna schadzkę. Niestety... Fracna nie mógł siedzieć cały czas cicho, więc co i rusz zagadywał Antonia. Cóż poradzić.. on odczuwał wewnętrzną potrzebę wyżalenia się ze swoich ostatnich obserwacji. A zaobserwował to iż.. w nowym roczniku który przyszedł do szkoły nie ma zbyt wiele osób, które zwróciły by jego uwagę na siebie. On potrzebował tu seksapilu, uroku, tego zadziornego pazura, a nie przestraszonych maluchów! Tak się nie bawimy noo... z kim on będzie spędzał część swoich wolnych chwil? No nic.. wróćmy jednak do tego skradania się. Razem z Latynosem stanęli plecami do ściany, aby Beilschmidt mógł wejść jako pierwszy do pokoju, a chwilę potem sam Francis wszedł w głąb pokojowej ciemności. Praktycznie nic nie widząc, poszedł w miejsce, gdzie praktycznie miało stać jego łóżko, i już zrobił hop, aby opaść na miękki materac, lecz zamiast tego spotkał się z zimną i twardą podłogą z dosyć głośnym hukiem. Zaczął mruczeć i syczeć pod nosem jakieś francuskie przekleństwa, jednocześnie marszcząc brwi.
- Co do...? - warknął, stawiając tobół który miał w rekach obok siebie. Kiedy podnosił się, kontynuował prezentację tej najwspanialszej części języka francuskiego. Ah te piękne wulgaryzmy. W końcu podszedł z powrotem do drzwi, aby zamknąć je po wejściu Antosia i zaraz zapalić światło. Rozejrzał się widocznie niezadowolony oraz lekko zdziwiony z miejsca w którym byli.
- Gilbuuuś.. Ty moje seksowne kochanie, nie pomyliłeś aby na pewno dróg?To nie wygląda na mój pokój, zwłaszcza, że łóżka nie ma tam, gdzie być powinno. - taak.. Francis, widocznie najbardziej przejął się faktem, iż przez brak łóżka, na którym a poropos to już tyle się działo, wylądował na ziemi. No bo jego piękny tyłeczek ucierpiał noo! To była rzecz najważniejsza dla niego w tym momencie!
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Pokój nr 1 - Arthur Kirkland & ...   Pią Wrz 14, 2012 7:24 pm

No tak, trzecim z tego całego tria był oczywiście Antonio, który z szerokim uśmiechem przyjął pomysł takiej nielegalnej zabawy. No bo w końcu nie można być cały czas grzecznym. To grozi zanudzeniem na śmierć, a tak skończyć raczej nikt nie chciał. Ale wracając. Jakoś też szczególnie nie silił się na skradanie i ciszę, bo chętnie odpowiadał na zagadywania Francuza. Oj tam, się będzie przejmował. W najgorszym razie go wywalą. Ale nie wywalą, w końcu od czego ma się ten uśmiech i siłę perswazji. Będzie dobrze.
Kiedy to znaleźli się w pokoju, który czysto teoretycznie miał być zupełnie inny niż ten w którym obecnie się znajdowali, stanął sobie niedaleko Gilberta i przez kompletnie ciemności „obserwował” poczynania Francisa. A słysząc ten huk i całą masę przekleństw, pomimo usilnych prób wymknął mu się cichy śmiech. No co? Przecież to takie zabawne, a on miał akurat taki dobry humor. Kiedy tylko rozbłysło światło, zmrużył lekko oczy, po czym rozejrzał się dookoła z lekkim zaskoczeniem. Fakt, to chyba jednak nie był ten pokój, bo jakoś znajomo nie wyglądał. Podrapał się po karku, z lekko uniesioną brwią spoglądając to na jednego, to na drugiego, aż w końcu pokusił się by otworzyć drzwi i zerknąć na numerek pokoju.
- Wiecie coo… na drzwiach jest jedynka. To raczej o cały jeden numerek za mało.- rzucił bardzo błyskotliwie, jak zwykle z resztą, zamykając znów drzwi i rozglądając się po wnętrzu. No ale przynajmniej było w miarę przytulnie.
Powrót do góry Go down
Islandia
Uczeń
avatar

Liczba postów : 52
Dołączył : 05/09/2012
Age : 21
Skąd : Reykjavík

PisanieTemat: Re: Pokój nr 1 - Arthur Kirkland & ...   Nie Wrz 16, 2012 6:33 pm

Niby normalny wieczór, a jednak. Emil jako grzeczny pierwszak położył się spać dość wcześnie, po całodniowym zakuwaniu do cholernej klasówki z matematyki. Nie śniło mu się nic ciekawego - sinusy, cosinusy, tangensy, cotangensy, prawa de Morgana, funkcje kwadratowe, dzikie węże... Nawet nie zauważył, że w środku nocy Antonio wymknął się z ich pokoju, no bo przecież wtedy spał. I spałby dalej, gdyby nie to, że obudził go huk i masa dziwnych słów, których ni cholerę, nie rozumiał. Otworzył najpierw jedno oko, potem drugie, mając nadzieję, że wreszcie skończą się te 'wrzaski'. Ściany w bursie były o tyle cienkie, że z łatwością można było usłyszeć ciąganie nosem z drugiego pokoju, a co dopiero taki łomot. Usiadł na łóżku i spojrzał na te, które znajdowało się naprzeciwko. Nie ma Antonia. Coś się musiało stać.
W porywie nagłego obowiązku, poderwał się więc młody Islandczyk do góry i nie zważając na to, że jest ubrany w czerwoną piżamkę z Myszką Miki (o, taką jak ta), wybiegł z pokoju. Rozglądnął się dookoła, bo jakoś nie zależało mu na tym, żeby od razu wpaść na Dyrcia, nauczyciela bądź co gorsza te Brwi. Ale w miarę robienia cichych kroków w kierunku schodów, głosy słychać było jeszcze bardziej. Ziewnął, zasłaniając sobie usta dłonią i gdy wreszcie zaszedł dwa pokoje dalej - usłyszał śmiech Antonia. No to teraz, nie ma co. Otworzył drzwi gwałtownym ruchem i od razu zmrużył oczy od jasnego światła.
- Szszszsz... nie po oczach... - rozespany, rozczochrany Emil w piżamce nawet nie wiedząc dokładnie, kto poza Antoniem jest w pokoju i do kogo on w ogóle należy, wszedł do środka i zamknął drzwi.
- Nie... ęęę... - tu kolejne ziewnięcie - chcę wiedzieć, co tutaj robicie. I czemu Antonio nie jest w łóżku. - tutaj jakoś po omacku starał się do niego dotrzeć, niestety wybrał zły kierunek i wpadł na Francę. - Ale bądźcie ciszej. Spać się nie da.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dania
Uczeń
avatar

Liczba postów : 11
Dołączył : 09/09/2012

PisanieTemat: Re: Pokój nr 1 - Arthur Kirkland & ...   Pon Wrz 17, 2012 12:25 pm

Była umowa: Simon siedzi w pokoju i pilnuje czy Brytol się nie przyczaja, a Francis ze swoją paczką przynoszą co się da i jest dzikie party. Żeby nie było, że się opierdalał, Mortensen wcześniej skombinował trochę fajek, chociaż w tym gronie chyba on je najbardziej lubił. Mimo wszystko, tego wieczora siedział na krawędzi łóżka i nawalał w PSP nie będąc do końca pewnym co ma w tej grze w ogóle robić.
Tak czy siak, blondyn nie mógł doczekać się, kiedy wreszcie będzie mógł ponownie się uwalić w trupa i później śpiewać piosenki typu I'm Denmark, I'm Denmark, suck my dick, I'm Denmark mimo iż Danią nie był, a jedynie jej mieszkańcem. Kiedy (a to nowość...) jego postać w jakiejś walniętej strzelance zaliczyła zgona, chłopak rzucił PSP, niestety ze zbyt dużą siłą i przedmiot się rozbebeszył. Dźwięk był oszałamiająco głośny, tak więc Simon zamarł oczekując tylko Anglika, który zaraz wejdzie do pomieszczenia i zrobi rozpierder. Tak się nie stało, bowiem do Duńczyka doszła wreszcie informacja iż ten dźwięk to wcale nie był odgłos PSP upadającego na podłogę a... czegoś innego! Szybciutko złapał topór i wybiegł na korytarz, po czym do pokoju, z którego dochodziły jakieś krzyki. Drzwi otworzył kopnięciem (cały Simon...), chwycił topór w obydwie ręce myśląc, że będzie napierducha jednak... kiedy zorientował się iż te wszystkie cioły pomyliły pokój, roześmiał się tak głośno, że pewnie go pół akademika słyszało.
- Kurwa, serio aż tak trudno wam policzyć do dwóch?! - wydyszał kiedy się "ogarnął", zgiął w pół podpierając toporem.
- A ty, młody, to nie powinieneś już spać? Czy może chcesz sobie popić i zaszaleć jak to na faceta a nie babę przystało? - zachichotał i założył Islandczykowi 'haka', jednocześnie lekko go przyduszając.
- Dooobra, skurwiele. Nie wiem czy jesteście świadomi czy nie, ale właśnie wszyscy siedzimy w norze Kirklanda. - wciąż nie mogąc powstrzymać śmiechu zamachnął się wolną już ręką i energicznie poruszył nią trzymając topór i wbijając przedmiot w stojącą nieopodal szafkę.
- Kurwa. - mruknął tylko i zaśmiał się cicho (przynajmniej jak na siebie).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Prusy
Admin
Uczeń
avatar

Liczba postów : 152
Dołączył : 07/05/2012

PisanieTemat: Re: Pokój nr 1 - Arthur Kirkland & ...   Pon Wrz 17, 2012 3:16 pm

...Prusak mało wdzięcznie rozsiadł się na podłodze i właśnie intensywnie zajmował się kartkowaniem pisemek o treściach nieprzeznaczonych dla osób nieletnich, unosząc nieznacznie jedną brew na coraz to bardziej wyrafinowane ilustracje możliwości reprodukcji homo sapiens sapiens. Co jak co, ale posiadacz tej cholernej jedynaczki miał całkiem niezły gust jeśli chodzi o pornosy - trochę przypominał mu w tym czasopisma, które regularnie odkrywał u swojego młodszego braciszka.
Głos zaspanego pierwszaka oderwał go od tak pasjonujących zajęć, jak bliższa znajomość z misternie ukrywanymi pod łózkiem świerszczykami Anglika, Gilbert zrolował więc swoją nową zabawkę, energicznie wygrażając nią pierwszakowi.
- Zamknij japę i wracaj do swojej gawry, kocie, elita musi uczcić powrót na stare śmieci. - przeczesał kudły w wielce czarującym geście, by Isiek nie mógł mieć żadnych wątpliwości, kto do wyżej wspomnianej elity należy.
I już miał rzucić się na Tośka i Francę, wyjaśniając im, że w przypadku gilbertowej orientacji w terenie nie ma pieprzonej możliwości, by zaistniała jakakolwiek pomyłka, a łóżko najprawdopodobniej nigdy nie istniało lub po prostu dostało nagle nóżek, bo w końcu przecież to dobry pokój, gdy nagle dołączył do nich Simon, prując japę, co nie było w jego przypadku zbyt zaskakujące. Albinos skrzywił się, przeczuwając, że, zwabiony hałasem, najpewniej w najbliższym czasie dołączy do nich szanowny kolega Kirkland i to bynajmniej z innym zamiarem niż przyjacielskie ploteczki przy piwku.
- ...ZAMKNIJ RYJ, BLONDYNECZKO, IDIOTO, KRETYNIE- - zacisnął łapsko na słodkich duńskich usteczkach, sprawiając, że ten zaczął wizualnie przypominać rybę, gromiąc go średnio sympatycznym spojrzeniem. Zaraz mu ta wesoła gromadka rozpieprzy jego idealny plan, a na to pozwolić zdecydowanie nie mógł. Po prostu nie. Nope.
...I już miał wywalić Duńczyka za drzwi, bo za duża dawka decybeli, gdy usłyszał jego ostatnie słowa-
- ...KTÓRY Z WAS, DO CHOLERY, WPAKOWAŁ NAS NA ŚMIECI PRZEWODNICZĄCEGO?
Ty, Gilbert. Ty idioto.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Pokój nr 1 - Arthur Kirkland & ...   Pon Wrz 17, 2012 7:02 pm

Fakt, że byli w jedynce, a nie w dwójce wcale go nie ucieszył. Może lekko zdziwił, ale nie ucieszył. Stał przez chwilę rozglądając się dookoła, po czym przyłączył się do prusaka i razem z nim przeglądał te czasopisma nieprzeznaczone dla dzieci. Aż nagle do pokoju wszedł kolejny człowieczek. Tym razem był to małe urocze dzieciątko. A widząc jak podchodzi do niego uśmiechnął się szeroko i rozpostarł ręce, by objąć go, gdy był już bardzo blisko.
- Ooou.. słodki maluszek. - stwierdził ocierając się policzkiem o jego główkę. Potem nim się obejrzał wszedł z głośnym hukiem Simon. Świetnie! Już i tak nie byli wystarczająco głośno. Jednakże kiedy to blondyn zabrał mu szkraba, zrobił niezadowoloną minę. A już zwłaszcza nie spodobało mu się, że zaczął go przyduszać.
- Oddaj mi go! - powiedział stanowczo, po czym odepchnął Duńczyka aby zaraz porwać Emila w objęcia. Zaczął go gładzić po główce w troskliwym geście
- Nie słuchaj ich. Możesz zostać z nami jeśli tylko chcesz. Ja ci na to pozwalam. - tak! Bo po co słuchać zdania innych? Lepiej samemu decydować. Usiadł sobie wygodnie na podłodze, sadzając chłopaczka na kolanach i obserwując wszystkich puki co nie odzywając się z racji że miał ciekawsze zajęcie, a mianowicie opiekowanie się swoim nowym, młodszym braciszkiem. Huh.. kolejny do kolekcji! Ale ten jest najwspanialszy! Gadał do niego jakieś francuskie, słodkie słówka, bujając się w przód i w tył jakby chcąc go uśpić samym kołysaniem się. Potem usłyszał pytanie Prusaczka o to kto ich tu w pakował. Odpowiedź była przecież prosta!
- Jak to który? Antonio oczywiście! To jego sprawka! Tylko i wyłącznie, bo nie pochwalił się, że ma taki Skarbek w swoim pokoju, a ja bym się chętnie z nim zamienił! - oznajmił uśmiechając się szeroko, aby po chwili wsadzić nos w te mięciutkie włosy i wyglądać zza główki Emila, łypiąc na wszystkich po kolei.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Pokój nr 1 - Arthur Kirkland & ...   Pon Wrz 17, 2012 7:14 pm

Kiedy to do pokoju wszedł zaspany Emil, Tosiek od razu na niego spojrzał i uśmiechnął się promiennie.
- Wyybacz…obudziliśmy Cię? Niestety, Gilbert ma słabą orientację w terenie.- rzucił, wskazując kciukiem na Prusaka i wciąż uśmiechając się radośnie. Potem przyglądał się, jak do pokoju wchodzi kolejny człowieczek, a potem z zaciekawieniem patrzył na to, co się dzieje. On sam jakoś nie znalazł sobie zajęcia w pokoju przewodniczącego. W końcu miała być impreza, a tu co? Jak zwykle gucio z tego wyszło. Słysząc oskarżenie, spojrzał na Francuza z zaskoczeniem.
- Eej. To nie moja wina! To przecież Ty, Gilbuś, wpakowałeś się pierwszy nie tam, gdzie trzeba.- rzuciła, by zaraz rozłożyć ręce w geście bezradności. Zaraz jednak zerknął z powrotem na Żabojada.
- A i owszem, nie pochwaliłem się, bo wiedziałem, że od razu byś przyszedł i go zagarnął, a to mój braciszek, samolubie jeden.- rzucił, krzyżując ręce na piersi z iście niezadowoloną miną. No co? Przecież on tu miał do Islandczyka największe prawa! A tu za cholerę wszyscy się do niego dobierali. Dlatego też zaraz podszedł do Francisa, złapał najmłodszego za rękę i pociągnął lekko, mając w zamiarze mu go zabrać. Nie ma tak dobrze, tym razem Tosiek się dzielić nie będzie, ot co!
Powrót do góry Go down
Islandia
Uczeń
avatar

Liczba postów : 52
Dołączył : 05/09/2012
Age : 21
Skąd : Reykjavík

PisanieTemat: Re: Pokój nr 1 - Arthur Kirkland & ...   Pon Wrz 17, 2012 7:29 pm

Migrował z rąk do rąk, jednak jakoś specjalnie mu to nie przeszkadzało z jakże prostego powodu: nadal był cholernie zaspany, można by powiedzieć, że był półprzytomny. Szerzej otworzył oczy dopiero w momencie, gdy poczuł, że ciężej mu się oddycha i ta cholerna woń piwska, znajomego piwska ogarnęła mu aparat powonienia. Dłonie natychmiast zacisnęły się na łapsku Duńczyka, a sam Emil już rzuciłby jakimś brzydkim słowem w języku islandzkim, jednak ktoś go odratował. Już miał podziękować, ale usłyszał słowa Hiszpana.
- ... Gilberta akurat słabo było słychać, ale rozpierducha niezła. - po czym już będąc w objęciach Francuza, rzucił spode łba spojrzenie, które nie wróżyło nic dobrego, oczywiście w stronę nikogo innego jak Simona. Zaspany Islandczyk to zły Islandczyk. A jeżeli się go jeszcze podburza, wtedy może nie wróżyć niczego dobrego. Zaraz po tym, podobne spojrzenie posłał Gilbertowi i siedząc na kolanach Francji starał się doprowadzić do jako-takiego porządku, tylko wyczekując wejścia szanownego przewodniczącego. Albo jeszcze lepiej, przewodniczącego i dyrcia. A tego ostatniego się bał.
- Dzięki za pozwolenie. - rzucił z wyraźną nutą sarkazmu, przy okazji mrużąc po raz kolejny oczy. Dopiero po pewnym czasie zrozumiał, że tak naprawdę to nie poszedł do Hiszpana, jak to sobie wykombinował, tylko do jakiegoś blondyna, którego ni cholerę nie znał. Ale uznał, że zapoznawanie się w takich okolicznościach jest co najmniej dziwne, dlatego zapyta się o jego imię kiedy indziej. No przynajmniej... miał pewność, że ten wredny albinos już go nie wyrzuci. Z każdą chwilą rozbudzał się jeszcze bardziej, aż w pewnym momencie, gdy do jego uszu już w miarę wyraźnie dochodziły francuskie słowa, zrobił dziwną minę. Przecież ni cholerę nie wiedział, o czym on mówi!
- Dobrze mówi. - podsumował długi wywód Antonia, z lekkim uśmiechem obejmując Latynosa jedną ręką. Jako, że sięgał mu mniej-więcej do ramienia, oparł się właśnie o nie czołem i zaczął łypać na każdego, aż wreszcie jego wzrok napotkał gazetki.
- T-to... to tak można?!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dania
Uczeń
avatar

Liczba postów : 11
Dołączył : 09/09/2012

PisanieTemat: Re: Pokój nr 1 - Arthur Kirkland & ...   Pon Wrz 17, 2012 7:52 pm

Już chciał znów wydrzeć się wesoło, kiedy uniemożliwiła mu to ręka Gilberta. Wydobył z siebie jeszcze kilka słów, które oczywiście były w zasadzie nie do zrozumienia, aż w końcu odepchnął od siebie albinosa.
Już chciał go zwyzywać, kiedy nagle Francuz wyrwał mu Emila z uścisku. Wyjął swój topór z szafki i ostrzegawczo oparł go na ramieniu, po czym zaczął wysłuchiwać ogromnych kłótni i żali kolegów.
- Tak swoją drogą, to chciałbym was uświadomić... - uśmiechnął się złowieszczo, zaciskając na swoim ukochanym przedmiocie obie dłonie.
- ...że Emil oficjalnie jest moim bratem! - prawie, że wrzasnął, o dziwo udało mu się opanować swój donośny głos tylko po to, aby nie pomóc Brytolowi znaleźć miejsca, w którym to męskie stadko aktualnie przebywało.
"Ogłaszając" to machnął ręką z toporem w kierunku Hiszpana i Francuza, ale na szczęście przedmiotu nie wypuścił, choć sytuacja wyglądać mogła niebezpiecznie. I choć dosłownie Emil nie był jego bratem a jedynie nie wiadomo kim (wciąż nie mogą ustalić jednej wersji) często go tak traktował. Ale akurat on był tym złym starszym bratem. Czarny charakter w wersji rodzinnej.
- Ale możecie go sobie wziąć. - podsumował wesoło, wzruszając ramionami.
Podszedł do rzeczy, które zostały krótki czas temu nabyte, wybrał sobie piwo, otworzył je błyskawicznie korzystając z jakiegoś prowizorycznego i przedpotopowego przedmiotu Anglika i upił kilka łyków.
- Oh ty niedoświadczony debiluuu..! - zachichotał słysząc zdziwienie Emila.
- Szybka instrukcja. - podsumował, złapał jedną z gazetek i przed oczami Islandczyka przekartkował ją w na tyle szybkim tempie, aby nie trwało to nie wiadomo jak długo, ale chłopiec wszystko zapisał w swojej pamięci.
Duńczyk rzucił gazetką za siebie, trafiając przypadkowo Gilberta, po czym stanął nad stosem gazetek i uśmiechnął się wrednie do Steilssona.
- Może chcesz więcej? Jest tu cała kolekcja! - wypowiedział te słowa dość groźnym tonem, powoli kiwając głową.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Admin
Przewodniczący rady
avatar

Liczba postów : 120
Dołączył : 09/05/2012
Skąd : Londyn.

PisanieTemat: Re: Pokój nr 1 - Arthur Kirkland & ...   Wto Wrz 18, 2012 12:56 pm

Dzień jak codzień. Cholernie monotonna i pozbawiona barw rzeczywistość szkolna, do której Anglik tak długo musiał się przyzwyczajać, że w końcu ten beznadziejny system pochłonął go całego, niszcząc wszelkie chęci już samym w zarodku. I ot, teraz możemy podziwiać Arthurka włóczącego się z wyraźnie skwaszoną miną po rozległych korytarzach akademika i wypatrującego tych wszystkich upierdliwych dzieciaków, które nie mogą utrzymać swoich dupsk w jednym miejscu, wręcz nie potrafiąc ujarzmić nagłej potrzeby nocnych migracji. Nadal przeklina dzień, w którym, z cholernie dziwnych pobudek, zachciało mu się brać udział w życiu szkolnym. W końcu nadal nienawidzi tego miejsca.
Z wyraźnym zniecierpliwieniem zerknął na wskazówki zegara, stwierdzając, że może w końcu odseparować się od tej, jakże bojkotowanej przez Arthura, szkolnej społeczności i zamknąć się na siedem spustów w swoim pokoju, poświęcając trochę czasu przyjaciołom. I tak snując coraz to nowsze formy spędzania chwili wolnej w samotności, wyprostował swój standardowy pulowerek, by skierować się w stronę upragnionego pomieszczenia, z którego dobiegały aktualnie wszelkiej maści rechoty, dzikie wrzaski oraz odgłosy ciskania bliżej nieokreślonymi przedmiotami o ścianę... Zaraz. Czy to na pewno ten pokój, do cholery?
Przyspieszając krok, w końcu zatrzymał się na miejscu docelowym i, marszcząc brwi z wyraźnym niepokojem, szarpnął gwałtownie drzwi, by ukazać swoim oczom ową niedoszłą libacyjkę. Zlustrował całość nieco rozbieganym wzrokiem, zaczynając od arsenału trunków, przez twarzyczki obecnych, na niezaprzeczalnie uroczej piżamce Iśka kończąc. Chwila. Moment.
- ...Co, do diabła-... - ostatecznie zastygnął w całkowitym bezruchu we wrotach swojego osobistego Królestwa, przez krótką chwilę w milczeniu analizując ten cały powstały jakiś czas temu burdel. Wszelkie negatywne emocje, które z chwili na chwilę nabierały na sile, musiały znaleźć ujście. Natychmiast.
Trzy, dwa, jeden...
- WON Z MOJEGO POKOJU. W-WSZYSCY, DO CHOLERY. – stanowczy wrzask, który wydał z siebie pan i władca tutejszej gawiedzi, Arthur Gromowładny, można było usłyszeć aż na wyższym piętrze tejże bursy. Zwieńczył swoje poirytowanie donośnym warkotem, by zacisnąć kurczowo dłoń na klamce, drugą jakże wymownie wskazując korytarz, gdyby przypadkiem nie odkryli, którędy się wychodzi. W gruncie rzeczy, to nie oczekiwał od tej rozwrzeszczanej gromadki jakichś bardziej znacznych śladów intelektu. Zresztą, wnioskując po ich otępiałych facjatach, z pewnością nie należeli do Mensy.
...A to już zupełnie inna sprawa, że sam Anglik prezentował się aktualnie raczej średnio inteligentnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Prusy
Admin
Uczeń
avatar

Liczba postów : 152
Dołączył : 07/05/2012

PisanieTemat: Re: Pokój nr 1 - Arthur Kirkland & ...   Wto Wrz 18, 2012 5:54 pm

...Widząc, że jego szanowni kumple woleli kiziać się z tym cholernym szotą w kretyńskiej piżamce, który notabene powinien teraz znajdować się we swoim łóżku (bo kto to widział spraszać na melanżyki starszych klas jakieś koty, które nie są naiwnymi dziewuszkami, przy okazji cholernie łatwymi po kilku głębszych?), powoli odkleił od twarzy pornogazetkę, która znalazła się tam przy małej pomocy Duńczyka. Cholerny kretyn, zero poszanowania dla starszych od siebie... Już zacisnął na niej łapsko z zamiarem przemodelowania mu trochę tej rumianej twarzyczki, bo kto w ogóle ma czelność czymkolwiek ciskać w osobistość pokroju Gilberta? Należy mu się za to brutalna kara, której Simon nie zapomni do końca swojego życia, w końcu raczej trudno przestać myśleć o swoim nagłym braku nosa hyhyhyhahahahhehehe-
I w momencie, gdy podwijał już rękawy wymemłanej bluzy, dla kurażu pociągając spory łyk z flaszki z piwskiem, która przypadkiem znajdowała się w jego okolicy, drzwi otworzyły się na oścież, a donośny jazgot na moment ogłuszył lekko zdezorientowanego całym tym wrzaskiem albinosa. Bozia obdarzyła Gilberta nawet niezłym refleksem, natychmiast więc rzucił się w kierunku szanownego właściciela jedynki i elegancko zakneblował go własną dłonią, nachylając się w stronę blondynka i mrużąc ślepia cholernie groźnie.
- M-moment, do cholery, kolego, niech kolega tak nie krzyczy. - wysyczał przez zęby, wolne łapsko zaciskając na ramieniu Anglika, by kopniakiem zamknąć za nimi drzwi i dość mało delikatnie wciągnąć go głębiej, dalej pozbawiając go możliwości wydawania z siebie jakichkolwiek dźwięków. Bo jeszcze znów zacznie się pruć, a to już do reszty spieprzy gilbertową wizję powitalnego melanżżżżu. - ...PODYSKUTUJMY.
Łudząc się, że może przez pięć minut Arthur postanowi nie wzywać wsparcia w postaci całego grona pedagogicznego, przewrócił ślepiami wymownie, przekazując mu tym samym, co sądzi o jego zdecydowanie przesadzonej w opinii Szwaba reakcji.
- Na litość boską, klasa, nic się nie dzieje, kulturalna zabawa bez alkoholu-

...Nogą wsunął więc pod łóżko otwartą przez siebie flaszkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Pokój nr 1 - Arthur Kirkland & ...   Sro Wrz 19, 2012 5:35 pm

Oh niee... przecież Francis nie jest taki zły i samolubny. Przecież by się podzielił tym malcem. Jednak kiedy usłyszał od swojego współlokatora, że to jego brat, to pchnął Islandczyka jeszcze bardziej w stronę Antionia.
- To już go nie chce. Jeden z ich ''rodziny mi wystarczy''. - rzucił, aby zaraz odwrócić się na pięcie i iść szukać jakiegoś dobrego alkoholu wśród tego wszystkiego co mieli. Niestety.. nie znalazł nic ze swoich ulubionych trunkowych przysmaków, więc wziął pierwsze lepsze, otworzył i upił kilka łyków. Potem dalej trzymając butelkę w ręku, poczłapał się do szafy, czy tam komody.. kogo to interesowało co to, i zaczął przeglądać zawartość oraz grzebać w ubraniach wywalając je wszystkie na podłogę. Oczywiście wszystkie zostały ochrzczone mianem niegustowne, brzydkie oraz, że nadawały się jedynie do śmieci. No ale cóż.. gdy wszystkie łachy wylądowały dookoła niego, znów umoczył swoje pyszczydło w alkoholu, zastanawiając się nad spaleniem tego wszystkiego. Jednak darował sobie, bo jeszcze by go posądzili o chęci spalenia całej szkoły. Nie angażując się w żadną wymianę zdań, żyjąc przez chwilę w swoim romantycznym świecie, nie zauważył nawet, że do pokoju wócił pan i władca. Dopiero ten wrzask sprawił że się ocknął i zlękniony spojrzał na Kirklanda. Przez chwilę nic do niego nie docierało, ale kiedy zauważył, że Gilbert wsuwa pod łóżko butelkę, sam zorientował się, że trzyma w dłoni jedną, więc szybko schował ją za plecami udając świętego.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Pokój nr 1 - Arthur Kirkland & ...   Czw Wrz 20, 2012 5:51 pm

Kiedy to Emil już kompletnie wylądował mu w ramionach, uśmiechnął się od ucha do ucha i przytulił go do siebie. Oj tam, jemu akurat nie przeszkadzało, że był bratem Duńczyka. Ważne, że był uroczy, ot co!
Kiedy to do pokoju wrócił Anglik, zerknął na niego jak na jakiegoś ufoludka. A ten co tu robił? Dopiero, kiedy to chłopak się wydarł, zdał sobie sprawę, że to jego pokój. Uuups. Ładnie trafili, nie ma co. Z lekko uniesioną brwią i dość niezorientowanym wyrazem twarzy przyglądał się poczynaniom Francuza i Prusaka, by zaraz uśmiechnąć się, jak głupi do sera, widocznie rozbawiony zaistniałą sytuacją. Po chwili posadził Iśka na fotelu, poczłapał do Francuza i niezbyt dyskretnie zabrał mu butelkę. Potem zaś udał się do Arthura i Gilberta, by wolną ręką poklepać Anglika po głowie, a potem przytknąć mu do ust koniec butelki i przechylić tak, by na chama się napił.
- Pij, Arthie, pij. Zobacz jakie dobre.- rzucił, szczerząc się od ucha do ucha. No bo przecież z drugiej strony…jeśli go upiją to jutro biedaczek nic nie będzie pamiętał, wiec nie będzie przypału, a dziś za to mogli razem z nim nieźle pobalować. No i czy to nie był genialny pomysł?
Powrót do góry Go down
Islandia
Uczeń
avatar

Liczba postów : 52
Dołączył : 05/09/2012
Age : 21
Skąd : Reykjavík

PisanieTemat: Re: Pokój nr 1 - Arthur Kirkland & ...   Pią Wrz 21, 2012 6:40 pm

Puścił mimo uszu słowa Francuza, natomiast te, które wypowiedział Duńczyk, zadziałały na niego więcej niż bulwersem. Bo niby byli braćmi, ale Emil za żadne skarby świata nie przyznałby się do tego pijaczyny! Nie ma nawet takiej opcji!
- MORDA, SIMO- - no i nie dokończył. W momencie tego przedniego wydarcia wcześniej wspomnianej mordy przez Islandczyka, w drzwiach stanął wyjątkowo nieogarnięty przewodniczący. W tym momencie zamknął usta i westchnął już znacznie ciszej, przejeżdżając dłonią po twarzy i mrucząc coś w stylu 'no, gratuluję, panowie'. Zaraz po tym spojrzał dobitnie na Gilberta, Francisa i Simona, który nadal trzymał te okropnie dziwne gazetki w dłoniach. Po takiej lekturze chyba już dziś nie zaśnie. A jak zaśnie, będą mu się śnić koszmary. Zmrużył lekko oczy, po czym wycofał się tak, by schować się za Tośkiem, ale ten ruszył, by upić Anglika, dlatego lepszym i jedynym wyjściem z tej sytuacji okazało się schowanie za Mortensenem. Gdy już tak zrobił, wychylił się zza niego i mniej więcej będąc na wysokości jego ramienia, obserwował sytuację. Ktoś tutaj musiał być normalny i tą normalną osobą miał się okazać nie kto inny, niż sam Emil. Niestety, w tej szkole był taki burdel nieporządek, że nawet ten lamus przewodniczący, nie był w stanie tego ogarnąć.
- Em... dzień dobry? - mruknął, wsuwając jedną dłoń w kieszeń swoich spodni, a drugą z przejęcia zacisnął na łokciu Duńczyka. No ale nie ma co się dziwić, po prostu był przestraszony tym nagłym wrzaskiem i ogólnie w oczach / uszach wyobraźni już wiedział, że zaraz zbiegnie się dyrektor i kadra i jeszcze mu się dostanie, goddamnit.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dania
Uczeń
avatar

Liczba postów : 11
Dołączył : 09/09/2012

PisanieTemat: Re: Pokój nr 1 - Arthur Kirkland & ...   Pią Wrz 21, 2012 8:48 pm

Przyglądał się całemu zajściu z Anglikiem może nie tyle zszokowany co ewidentnie rozbawiony. W zasadzie wszystko go śmieszyło, szczególnie jak był pijany, więc nikogo chyba nie dziwiło, że miał wielkiego banana na mordzie. Mimo wszystko, kiedy Brytol pojawił się w pokoju, Simon odruchowo wyrzucił butelkę z piwem przez okno. Zamknięte okno. Tak więc oczywiście zaraz szkło się posypało, a Duńczyk myśląc że to coś da, zasłonił okna zasłonkami i udawał niewiniątko: po prostu od okna oddalił się najbardziej jak to możliwe i w ogóle w tamtym kierunku nie spoglądał. Spojrzał na Francuza i ułożył dłonie wokół ust tak jak ludzie, kiedy chcą aby było ich lepiej słychać w tłumie.
- SUPER HIPER ULTRA EXTRA GAAAAY! - zakrzyknął niczym Homophobic Seal.
Później Emil się do niego zaczął przytulać, może nie przeszkadzało mu to zbytnio bo jakoś był przyzwyczajony. Jedyny problem był taki, że czuł się przez to ograniczony, nie mając już takiej "wolności" ręki aby przywalić toporem w razie czego. Poklepał znów Islandczyka po głowie jakby każąc mu się uspokoić, bo widział, że jest trochę wystraszony. A to nowość..!
- Nie rozumiem czemu jako moja rodzina jesteś taki strachliwy. - zaśmiał się i podszedł do drzwi.
Uchylił je lekko, z wyszczerzem spojrzał na Arthura i Gilberta, temu pierwszemu ukradkiem pokazał język i cofnął łeb znów do środka. Uważał się za prawdziwego potomka wikingów i wszyscy o tym doskonale wiedzieli, jego odwaga nazywana przez innych głupotą prawdopodobnie stąd właśnie się brała.
- Okay, drengene. Chyba wpierdol dzisiaj nas ominie. - stwierdził i zupełnie zapominając o Steilssonie do niego przyczepionym zaczął machać łapami i "tańczyć" jak chory na umyśle.
Czyli jak on sam. Kiedy jednak sobie o Islandczyku przypomniał, schylił się tak by byli mniej więcej na tym samym poziomie i wyciągnął do niego rękę z toporem.
- Masz, chłopie. Zaszalej raz a dobrze. - zaproponował z psychopatycznym uśmiechem, wskazując palcem na drzwi, czyli dając pierwszakowi do zrozumienia, by wziął tą broń i uszkodził jakoś Anglika, jeśli tamten postanowi na nich wszystkich nakablować.
Rozpierdalanie wszystkiego toporem - ewidentne Viking Simon gusta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Admin
Przewodniczący rady
avatar

Liczba postów : 120
Dołączył : 09/05/2012
Skąd : Londyn.

PisanieTemat: Re: Pokój nr 1 - Arthur Kirkland & ...   Nie Wrz 23, 2012 3:54 pm

Już wziął głębszy wdech, by dosadnie przekazać zebranym swoje nasilające się niezadowolenie, gdy nagle zatkała go gilbertowa dłoń, automatycznie wprawiając w chwilowe zdezorientowanie. Do jasnej cholery, nie dość, że ci idioci rozbili sobie jakiś pieprzony obóz w arthurowym pokoju, to jeszcze bynajmniej nie mają zamiaru natychmiast spieprzyć! Zero respektu. Zero etykiety. Zero czegokolwiek.
Namiętnie gromiąc Prusaka wzrokiem za te cholerne poufałości, ostatecznie zacisnął swoje śmiercionośne kły na jego dłoni, by wycofać się niezbyt subtelnie z zasięgu jego łapsk, wyciągając asekuracyjnie ręce przed siebie, gdyby nadal starał się intensywnie ciskającego przekleństwami Anglika pacyfikować. Hmph, niedoczekanie.
- Zostaw, do cholery, pieprzony kretyn, nie dot-... - moment, w którym skierował wzrok na wręcz taplającego się we wszelkich przedpotopowych garniturkach, marynareczkach i całej reszcie niezaprzeczalnie gustownych łaszków Francuza, można określić jako przelanie się całej czary goryczy, która wprawiała coraz bardziej sfrustrowanego Brytyjczyka w jeden z tych jakże częstych nastrojów, gdy musi komuś przypieprzyć w łeb. Zanosząc się niezbyt przyjemnym dla ucha rechotem, zwinął w rulon jedno z pornopisemek, które nagle znalazło się gdzieś w zasięgu rąk, by zacisnąć palce na koszuli Francisa i z jakże wielką gracją przypieprzyć gazetą w jego łepetynę, zapewne naruszając tą misternie układaną fryzurkę. - ...Wynoś się stąd, ropucho, albo wepchnę Ci to w gardło.
Wraz z ową niezaprzeczalnie wywołującą ogólne przerażenie groźbą, zmrużył nienawistnie ślepia i już unosił swoją aktualną broń ku górze, gdy nagle swoim sokolim wzrokiem dostrzegł z ukosa przekazujących między sobą topór Nordyków. Topór. Moment. JAKIM CUDEM, DO CHOLERY, ONI MIELI PRZY SOBIE TOPÓR?!
Przybierając wielce władczą gardę, wymownie wskazał zwiniętym pisemkiem dzierżącego broń Skandynawa.
- Natychmiast odstaw te cholerstwo. I żegnam państ-... - widząc zbliżającą się rękę Hiszpana, bez zastanowienia zacisnął palce na jego nadgarstku, nie pozwalając na tak protekcjonalny gest z jego strony jak klepanie po łbie. Już chciał wyrazić swoje dalsze obiekcje, otwierając usta, gdy, o dziwo, poczuł ten specyficzny smak alkoholu. Zanim dotarło do Anglika, co właściwie teraz się stało, zdążył już pochłonąć połowę, bardzo paskudnej zresztą, zawartości flaszki, wyrywając się z tego stanu chwilowego osłupienia. Tak zabójcza - w przypadku osoby Arthurka - dawka zmusiła go do mimowolnego zaparcia się o najbliższą ścianę, odwracając w końcu głowę jak najdalej od alkoholu. Klnąc siarczyście pod adresem tego cholernego Tośka, zmierzył go nieco bardziej przymglonym spojrzeniem, marszcząc swoje obfite brwi. - ...S-sukinsyni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Prusy
Admin
Uczeń
avatar

Liczba postów : 152
Dołączył : 07/05/2012

PisanieTemat: Re: Pokój nr 1 - Arthur Kirkland & ...   Wto Wrz 25, 2012 4:21 pm

...Już miał zarządzić (owszem, Gilbert uważał się za cholernego lidera tego nocnego wypadu - i niezbyt obchodził go fakt, że reszta się jego opinią przejmowała raczej wcale) strategiczne skrępowanie niezbyt zadowolonego z tego nagłego towarzystwa przewodniczącego, i tak mało subtelne kroki, jak wepchnięcie go do szafy i przyblokowanie drzwi. Oczywiście przy uprzednim zakneblowaniu, bo powszechnie znana była skłonność Brytyjczyka do niepotrzebnego darcia mordy. Wszystko standardowo nie mogło być tak cudnie nieskomplikowane, bo Arthur musiał oczywiście zatopić swoje śmiercionośne zębiska w delikatnej, nieskalanej pracą dłoni Prusaka. Albinos skomentował to może zbyt głośnym szwabskim wulgaryzmem, gwałtownie uwalniając swoje łapsko i tym samym umożliwiając wreszcie Anglikowi uratowanie się z jego śmiercionośnych objęć. Gniewnie burcząc pod nosem wyrazy, które mimo wszystko nie należały do języka zbyt wysokiego, przycisnął łapsko do czoła Arthura, zmuszając go wycofania się dalej od obszarów osobistych Gilbercika, z cieniem zniesmaczenia wycierając obślinioną rękę o gruby materiał swojej czerwonej bluzy. Pieprzony gnojek, mieć czelność naruszyć jego boskie ciało, JEŚLI CHCIAŁ, TO WYSTARCZYŁOBY POPROSIĆ-
- ...T-tosiek, do cholery, to nie jest najlepszy- - z cieniem paniki zerknął na przyjaciela, który właśnie w tak mało dobrowolny sposób napoił właściciela pokoju losowym napojem wyskokowym. Może i jakoś szczególnie gnoja dobrze nie znał i ich stosunki raczej dalekie były od przyjacielskich, ale mimo wszystko trochę się nasłuchał o legendarnym mocnym łbie Anglika. Nie to, by nie uważał, że z pewnością będzie to cholernie zabawne, ale mimo wszystko wolałby, by te arthurowe problemiki z tolerancją alkoholu nie miały oznaczać rychłego opróżnienia przez niego zawartości żołądka. W końcu jednak opuścił bezsilnie odruchowo wyciągniętą przed siebie dłoń, by jedynie machnąć ręką i wreszcie schylić się po tak subtelnie ukryte pod łóżkiem piwsko. Wlał je w siebie duszkiem, nawet nie robiąc sobie przerwy na taką pierdołę jak wdech - zapowiadała się długa noc, a on był cholernie niezadowolony z faktu, że jeszcze nie słyszy tego szumu w głowie.
I tym bardziej uznał, że musi szybciej się upić, bo właśnie zauważył topór w ręce Duńczyka.
CHWILĘ PÓŹNIEJ dzięki małej pomocy promili DOZNAŁ OLŚNIENIA. ZWIASTOWANIA PAŃSKIEGO. Jak on, ON, Gilbert Einstein Beilschmidt, mógł być tak głupi! Do cholery, jakim prawem tylko on pamiętał o tym, by zadbać o to, co najbardziej potrzebne jest do udanej popijawy?!
- ...PANOWIE, IDĘ PO PANIENKI. - spojrzał na całe lekko nieogarnięte towarzystwo z wyższością, bo w końcu to on był tu ideałem samca, któremu płeć piękna nie może, ba, wręcz nie ma cholernego prawa się oprzeć. Bo ktoś musi przecież w końcu zacząć rzucać stanikami, a Gilbert jednak wolałby, by to nie był Isiek.

I z tak cudownym planem zniknął w mroku korytarza, pod wpływem piwska mniej się już przejmując tym, by zachowywać się tak cicho jak wcześniej. I NAWET JEŚLI NIE WRÓCI, TO PEWNIE MU SIĘ POSZCZĘŚCIŁO, HYHYHY-
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy Południowe
Uczeń
avatar

Liczba postów : 53
Dołączył : 02/10/2012
Skąd : Roma

PisanieTemat: Re: Pokój nr 1 - Arthur Kirkland & ...   Sob Paź 06, 2012 6:51 am

Jakiś czas później...(następny dzień rano)

Czemu takie rzeczy przytrafiają się głównie jemu? Cały czas pokonując drogę tutaj, Lovino zastanawiał się, dlaczego ludzie są tak ograniczeni. Co z tego, że zasnął w autokarze i miał na tyle mocny sen, że nie mogli go tak łatwo obudzić? Kierowca mógł spytać go jakoś o zdanie, a nie dzwonić po karetkę. Jakby tego było mało, ten skretyniały debil, który miał go zbadać, w ogóle go nie słuchał i kazał zostać mu w szpitalu na noc, "gdyby taka sytuacja się powtórzyła". Co to tak właściwie miało znaczyć? Przez to wszystko już ma na starcie jeden dzień mniej przygotowywania się do tego piekła, w którym właśnie się znajduje. Zresztą...
-To i tak wina Antonia! - zakrzyknął Lovino, przystając w drodze do pokoju.
W końcu jak siedemnastolatek zapytał się go, czy mógłby go podwieźć do szkoły to Antonio od razu się zgodził. Ale ten debil pewnie go nawet nie słuchał. Pomińmy już fakt, że jego głupi młodszy brat znalazł sobie jakiś transport. Ale nie! Nie mógł mu o tym powiedzieć.
Będąc już w miejscu, gdzie znajdują się pokoje, zauważył uchylone lekko drzwi do pokoju Arthura. Zmęczony niesieniem sporej, ciężkiej torby, zawierającej sporą ilość rzeczy codziennego użytku, odstawił ją na ziemi. Całe szczęście, szpital jest niedaleko od ich szkoły! Pełen ciekawości podszedł do uchylonych drzwi by zajrzeć co znajduje się w środku. Nie mogąc ujrzeć za wiele przez niedomknięte drzwi, postanowił wejść do środka. Na pewno to, co zobaczył, zupełnie go zaskoczyło. Spodziewał się wszystkiego. Wszystkiego, ale nie tego, że "wielki" pan przewodniczący zrobi tak huczną popijawę! Praktycznie wszyscy spali na podłodze w dość dziwnych pozycjach. Widział tego skrzekliwego blondyna z jego klasy, a obok niego leżał jakiś nowy, do którego już przylepił się ten pieprzony zboczeniec, Francis. Nie mogąc odeprzeć zdziwienia, wchodził głębiej do paszczy lwa. Szedł do momentu, aż zahaczył o coś nogą, co uwieńczył piękny i dość głośny upadek na ziemie, owocujący zmiażdżeniem zawartości jego plecaka.
-Nie moje pomidory..! - wykrzykując to, Lovino zaczął desperacko odpinać plecak, z którego zaczęły wypływać zgniecione pozostałości ukochanego pokarmu.
Chwilę mu zajęło użalanie się po tak ogromnej stracie, lecz w końcu skupił się na znalezieniu przyczyny jego upadku. Okazało się, że była to ręka samego Tośka, który chyba zaczął się przebudzać.
-Puttana! Incompetente sciocco. - podnosił głos coraz wyżej - Na chlanie i imprezy to masz czas, ale żeby mnie tu podrzucić przy okazji to nie masz na to czasu! - krzyczał Lovino.
-Moronic monello - wykrzykując te słowa postanowił się odegrać na tym idiocie. Chwycił jeden z w miarę całych pomidorów i rzucił nim natychmiast. Jednak nie przewidział tego, że trafi nim akurat osobę, która właśnie wchodziła do pokoju...

<Sorry jeśli trochę za długie :).>



Pomijamy Francę z powodu braku aktywności na forum. - P.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dyrcio
NPC
avatar

Liczba postów : 96
Dołączył : 07/05/2012

PisanieTemat: Re: Pokój nr 1 - Arthur Kirkland & ...   Sob Paź 06, 2012 1:08 pm

Skoro rozgrywka tak trochę zamarła, to pozwolimy sobie wprowadzić taki magiczny sposobik na rozbicie całej imprezki na mniejsze. Przepraszamy za utrudnienia. :'D

...I osobą, którą trafiło ciśnięte przez młodego Vargasa warzywo, był Jego Ekscelencja Dyrektor. Jego czerwona twarz malowniczo komponowała się z rozbryzganym na wąsach pomidorem, a mocno zaciśnięte wargi świadczyły o tym, że bynajmniej nie wpadł tutaj na przyjacielską herbatkę z drogą młodzieżą. Dyrcio raczej był w stanie furii. Khm.
- CZY MOŻE MI SZANOWNA MŁODZIEŻ POWIEDZIEĆ, CO OZNACZA TO ZBIOROWISKO? - zagrzmiał, sprawiając, że śpiący uczniowie natomiast zmuszeni byli od ocknięcia się. W tempie błyskawicznym. Powiada się, że tylko Śmierć i Dyrcio wiecznie mówią capslockiem. Powiada się, że Dyrcio jest synem Śmierci. Powiada się, że Dyrcio jest Śmiercią.
Zacisnął więc silne łapska na kołnierzach lekko skacowanej gówniażerii, energicznie potrząsając nimi na boki, co może było i średnio etyczne, ale za to jakie skuteczne, do cholery. Jak już młodzież musi się zalewać w trupa za plecami grona pedagogicznego, to niech to przynajmniej robią tak, by nie mógł ich słyszeć przez pół nocy.
I tym sposobem zużyci po całonocnej popijawie panowie wylądowali na zupełnie nowych stanowiskach, zmuszeni do średnio przyjemnych zadań. Bo do wyboru jest to lub telefon do rodziców. A w końcu, jak to młode pokolenie mówi, 'XYZ z policją, byle mama się nie dowiedziała'!

    Romano & Antonio - pozmywanie naczyń po szkolnym obiadku w kantynie. WSZYSTKICH DOKŁADNIE. Szykujcie fartuchy, rękawice i siateczki na włosy, chłopcy, robota czeka.
    GOTOWY TEMACIK.

    Simon & Emil - bardzo odpowiedzialne zadanie - osobista sprzątaczka szanownego Pana Dyrektora jest na macierzyńskim, potrzebni są więc ochotnicy, którzy zetrą kurze z posągów w jego gabinecie. NIE DOTYKAĆ NICZEGO, CZEGO NIE POWINNIŚCIE.
    GOTOWY TEMACIK.

    Arthur - to, co lubisz najbardziej - CAŁOTYGODNIOWA POLEKCYJNA WARTA W KOZIE. Tak, mój drogi, wiem, że to ubóstwiasz. I nie, nie możesz wziąć ze sobą książki.
    GOTOWY TEMACIK.

    Karne zadanko Francy zostanie przydzielone później.

Mam nadzieję, że to pozwoli wrócić do normalnego tempa gry, nie musicie już odpisywać w tym temacie, tylko od razu przenieście się do wskazanych. PRZEPRASZAMY ZA USTERKI.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://helltalia.forumpl.net
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pokój nr 1 - Arthur Kirkland & ...   

Powrót do góry Go down
 
Pokój nr 1 - Arthur Kirkland & ...
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Pokój Snów
» Pokój Marzeń
» Pokój Czterech Pór Roku
» Pokój Śmiechu
» Pokój Zakochanych

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
World Academy :: Akademia W. :: Akademik :: Bursa dla panów-
Skocz do: